Fantasmagoria #140 >> wtorek, 2 grudnia 2008 16:27:43
Szwankuje mi ortografia. Coraz bliżej, coraz mniej, coraz bardziej, wolniej, szybciej, wyżej, niżej i w ogóle.
Chyba brak mi życia w życiu.
Mała zawartość procentowa życia w egzystencji.
Mam nadzieję na powrót.
Fantasmgoria #139 >> wtorek, 28 października 2008 20:04:34
Żyj.
Uśmiechaj się.
Racjonalizuj.
Żyj tak jak chcą tego od Ciebie.
Dotykaj szyb, nieprzeźroczyście.
I wcale nie patrz na to przez zabrudzony pryzmat.
...
Atakuj i...
I żyj zapachem.
Nie umiem ryzykować. Już nie.
Fantasmagoria #138 >> sobota, 13 września 2008 12:52:01
Teraz: spróbujmy opanować gospodarkę hormonalną. Nie wiem ‘dlaczemu’ ale prostaglandyny nieodłącznie kojarzą mi się z troglodytami.
Wyprostowałam się.
Mięśnie naciągnięte, naprężone plecy.
Żebra bolą, chyba się przetarłam za mocno po ogrodzeniu.
Jak ja to bardzo kocham.
I ze Ty tam byłeś. Wiesz, ze to było trochę szpanu?
Chciałam byś był dumny z mojego samouctwa. Chciałam podbudować ego.
I rozćwiczyć mięśnie Płotki. Ty widziałeś, ze to On. Ze to Płotka.
Bez Ciebie nie dałabym rady wczoraj.
Cudownie było.
70 cm.
Pewnie masa błędów, ale czego się spodziewać po samouku.
Wracam?
Poza tym: bio i pl zaliczone. Skrótowo, bo boli myślenie o tym. Porażka.
Remont w pokoju równoległym. A. Be. Ce. Deeee.
Trochę się nie rozumiem. Tak, spróbuj wymyślić o co mi chodzi, bo ja sama juz nie wiem.
Widziałeś,
to jest szczęście.
To. Jest. Szczęście. Ja. Ty. One. Cud niepamięci.
Zapominam o tym co było jeszcze parę godzin temu.
I dostaję energii.
I inni nie mają nade mną władzy.
A później będziemy się ścigać między drzewami.
Chyba już nie potrafię pisać czasów. Może to i dobrze.
Fantasmagoria #137 >> niedziela, 7 września 2008 11:37:28
Jak to jest że przestałam radzić sobie z życiem?
Nie jestem pewna własnego wzroku nawet, coraz trudniej mi oddychać, mam skórcze mięśni międzyżebrowych z tych nerwów.
Jest tak trywialnie, tak prosto a jednocześnie nie mogę przestać płakać. Co jest ze mną?
Nie chcę z nikim rozmawiać, nie chcę się żalić bo nie mam na co.
A jednocześnie mam chęć skoczyć z Tappan Zee. Nawet nie wiem dlaczego akurat z niego.
Boli mnie serce, wcale nie duchowo, a fizycznie.
Mam problemy z oddychaniem, tik nerwowy rozbitej brwi.
Nerwy bez nerwów. Nie poradzę sobie. Skąd wiem, ze jest mi źle, skoro nie mam wyraźnych powodów?
Dziwnie mi, bardzo mi dziwnie, a jakoś jednocześnie trudno.
I nie mów tym razem ze wszystko będzie dobrze bo to oczywiste.
Kiedyś będzie, jednak teraz nawet nie mam jak powiedzieć. Bo od razu mówią mi, że jestem pesymistą.
Cholera, nie otwiera się ta muszla. Będę głodna emocji, za oknem słyszę dzwony, zastanawiam się dlaczego. Zamiast się wsłuchać czuję trójwymiarową falę dźwiękową.
CO JEST DO JASNEJ CHOLERY?!
I nawet nie zauważyłeś że płakałam.
Fantasmagoria #136 >> sobota, 6 września 2008 14:40:29
A wiesz jak mocno mnie obchodzi, ze Ty ustawiasz labirynty?
Tak, tak, oczywiscie - tyle co zeszłoroczny śnieg.
Po prostu nie jesteś dla mnie konkurencją. Ani intelektualną, ani wizualną ani... Ekhem. Żadną po prostu.
Poza tym - ja jestem klientem i płacę za usługę.
A Ty?
Powstrzymajmy się od tyrady.
W końcu - ja jestem dorosłym człowiekiem. Fizycznie, prawnie i umysłowo.
A Ty masz braki. Dlatego też - dorośnij, a później porozmawiamy.
Podpisana
Sz.
PS.: Oto jak człowiek ujemny socjalnie psuje komuś humor. A jedyną moją bronią są pseudointelektualne wywody kontra. Boże, jak ja nienawidze ludzi.
Fantasmagoria #135 >> wtorek, 2 września 2008 18:17:52
No to zaczynamy. Ostro, bo ostro, ale czasem po prostu trzeba
zacząć od początku.
Fizyka dzisiejsza - powiem szczerze ze cieplejszym uczuciem zapałałam do tego przedmiotu.
I o dziwo - mam wrażenie ze sobie jakoś poradzę. Jakoś. Kiedyś. JA!
W końcu ta szkoła to nie jest jakaś tam fidrygałka.
Nie wiem skąd mi się biorą takie głupie porównania i staromodne słowa.
Prześwietliłam sobie chyba mózg wpatrując sie zbyt długo w słońce.
JEDZIEMY!
Damy radę. Przynajmniej dziś tak sądzę.
Jutro będzie dzień. To nie ulega wątpliwości.
Fantasmagoria #134 >> wtorek, 24 czerwca 2008 16:37:07
Odstresowuję się.
Jeżdżę konno.
(
"Łydka, Ola, łydka!". Taaa... A mięśnie kto rozćwiczy?)
Chodzę po allegro szukając butów na małym obcasie.
(Sztyblety zapierają dech w piersiach. Cenami.)
Czytam bezniadziejne poziomowo książki.
(Czasem trzeba, right? Historia Agaty mnie powala.)
Oglądam House'a.
(Nawet po 8 godzin dziennie.)
Piję hektolitry kawy.
(To akurat nie powinno dziwić. Zawsze tak było.)
Kupiłam nawet różowe kolczyki.
(To już jest szczyt wakacyjnego rozdebilnienia. Podobają mi się :D)
Mam wakacje.
Nareszcie.
5,17. Najlepsza w LO.
Stypendium Premiera.
258 zl/msc.
Ha. Laptopa se kupię.
Główne kryterium wyboru?
Zeby chodził na nim Wiedźmin.
Cierpię na wzmożony poziom samozachwytu. Robię się denrwująca.
Wiem.
Fantasmagoria #133 >> piątek, 16 maja 2008 14:25:32
Uroczyście oświadczam, że
nie mam nic konkretnego do powiedzenia.
Wiosna przyszła. Dywagacje na temat świata są coraz bardziej zielone.
Życie powinno się rozwijać. A moje się cofa.
Jestem człowiekiem, który bardzo lubi narzekać.
Co widać na załączonym obrazku.
Zwiędną te cholerne alergenne kwiatki? Coś się zmieni?
Nie sądzę. Póki nie ruszę SIEBIE z miejsca nie mam na co liczyć.
W przypadku takich ludzi jak ja nie wolno liczyć na łut szczęścia. Bo to bujda. Trzeba zapieprzać, żeby coś osiągnąć.
Nawet
statystyka mnie omija szerokim łukiem.
Może to i dobrze.
Fantasmagoria #132 >> środa, 27 lutego 2008 16:07:54
Dziękuję...
Nie tylko za ten entuzjazm, ciągłe uśmiechy, pozytywne wibracje i niebolesne milczenie.
Dziękuję, ze wreszcie czuję...
Dziękuję za cud. Taki mały cudek, ale mój.
Że nie przymurowało mi nóg do podłogi.
Że powiedziałam to co chciałam, że nie uciekłam w połowie.
Za to, że w nich to też zadziałało. Że one też uznały to za cud.
Że obie mnie przytuliły, ze... Że popłakałam się.
Że lód skruszał.
Dziękuję Szefie, dziękuję.
Fantasmagoria #131 >> środa, 20 lutego 2008 13:30:29
Dziś, 18.00, Literacka.
Zobaczymy, co z nas wyrosło ludzie.
Czy choć trochę tego lekkomyślnego szczeniactwa udało się nam z głów wyperswadować?
Czy te 8/24 oraz 5/7 przez 9/18 dało jakieś pozytywne wspomnienia, chociaż dla części z nas?
Pamiętam jak strasznie płakałam tamtego dnia. Mimo dużej dawki zła, nieuzasadnionego szykanowania i odrzucenia.
Ale mimo wszystko to szmat czasu był.
I te genialne akademie, i Herbert wieczorami na próbach, i 'Dzień dobry, kocham Cię’ z Siwą na wokalu i chłopakami w układzie tanecznym. Dużo, dużo czasu. Dużo wspomnień.
Z tego co zauważyłam to chyba dużo zła mi z głowy wyparowało.
PS.: Chyba straciłam literacki impet.
Fantasmagoria #130 >> poniedziałek, 28 stycznia 2008 18:36:32
Rozbijam umysłowy bank, strzelam śmiertelnie wzrokiem.
Płonę. Zabijam się o ściany.
Rozgryzam wargi i walczę. Tańczę w oparciu o melodykę ciszy. Boże, jaka grafomania.
Tak.
Wróciłam tym sposobem co dwa lata temu.
Znalazłam coś wywołującego dreszcze.
I naprawdę nie mam już chęci czegokolwiek ukrywać.
Nie.
Mam prawo do porażki. I tak jestem lepsza od niektórych z was.
Patrząc na niektóre wypowiedzi, napisy, słowa - sądzę, że jesteście ża-ło-śni.
I nie mowię tego konkretnie.
Nienawidzę. Kocham. Szaleję. Nie umiem być.
Jestem niedostosowana. Cholernie niedostosowana.
Ale kocham życie. I nie podnoszę SIEBIE do rangi sacrum.
Chociaż mam wiecej powodów ku temu niż co poniektórzy.
Jak tak to posucha.
A jak tak to mi odpierdala
Grafomanka. Kretynka. Debilka. Idiotka.
Inteligent.
Fantasmagoria #129 >> poniedziałek, 28 stycznia 2008 17:17:41
Trzeba być trochę egocentrycznym. Zwrócić uwagę na to co jest we mnie.
Skoro ludzie nie widzą, że liczy się COŚ a nie wszystko.
Że najważniejsze jest dla mnie nie CZY, ale JAK.
Bo CZY jest pytaniem epatującym normalnego człowieka pesymistycznym optymizmem. Że nie ma już wyboru.
Zrozumcie nareszcie, że
nie zadowalam się półfabrykatami.
W sumie, dam sobie radę. Jak zawsze.
Fantasmagoria #128 >> środa, 9 stycznia 2008 20:33:59
'...że bez Ciebie umieram
Powietrza mi brak.'
Chociaż, cholera jasna, nie umiem tego pokazać.
Już nie umiem.
I zrozumiem, jeśli...
Fantasmagoria #127 >> piątek, 28 grudnia 2007 11:18:35
Już nie wiem co robić.
Błagam. Gubię się. Szefie, pomocy.
Już tyle Cię proszę.
Pomóż...
Fantasmagoria #126 >> czwartek, 13 grudnia 2007 18:24:08
Bo ja jestem, proszę Pana, na zakręcie...
Fantasmagoria #125 >> środa, 28 listopada 2007 18:11:17
Lepiej mierzyć wysoko z ryzykiem niepowodzenia czy zadowalać sie pewnikami pod postacią półfabrykatów?
?
Fantasmagoria #124 >> wtorek, 20 listopada 2007 19:08:51
Wzorem ukochanego fjuczer - Męża, fjuczer-prawnikmana:
Uczę się uczyć na pamięć.
Oczywiście z przymusu bio-chemicznego. Niestety.
Ach. Ćwiczę, staram się. Cóż.
I narzekam.
Ale ja tak zawsze.
Ojojoj.
Rytmicznie: nieumiejący śpiewać Damien Rice
Weatherman. Gru.
Fantasmogoria #123 >> niedziela, 18 listopada 2007 11:36:03
Przepis na ciasteczka "Szczęśliwa Szarość"
Potrzeba:
a) kilograma snu
b) grama pozytywnych emocji
c) szczypty erotyzmu
d) tony wiary we własne siły
(najlepiej rozpuszczalne w 50% roztworze etanolu)
Nie odstawiać do wyrośnięcia, nadaje się do spożycia od razu. Wielorazowo.
W przypadku długotrwałego przechowywania wystarczy skropić kawą z mlekiem i od czasu do czasu pogłaskać po głowie.
PS.: Półmetek zaliczam do udanych. Dziękujemy. Sprawozdanie w najbliższym czasie.
W tle:
"Wedding dress" by Matt Nathanson.
Fantasmagoria #122 - Rocznicowo. >> sobota, 10 listopada 2007 10:01:09
Nieszczęścia chodzą parami...
Od roku :)
10.11.2006 - 10.11.2007.
Bombka.
A w tle:
Chciałbym umrzeć z miłości
i 10 godzin do Peggy na żywo.
Fantasmagoria #121 >> sobota, 3 listopada 2007 09:47:03
Była szara jak szarobura mgła,
A kochała jak tęcza, nie mniej.
On miał szary wzrok i tak tulił ją
Jakby diament z popiołu chciał mieć.
Bo miłość to sen, spadanie bez dna,
Skarbonka, a w niej grosiki śpią dwa.
1) Kobiecie, która zmusza mnie do pisania i raczy właśnie takimi o to piosenkami (wyżej tekst: "Szarotka" J.Filara :)
2) Uzależnionemu od "Bez sensu"
:*
Fantasmagoria #120 >> czwartek, 1 listopada 2007 16:40:48
Nigdy nie sądziłam, że w następne Wszystkich Świętych będę palić znicze właśnie na Jego grobie. Brakuje mi. Bardzo mi Go brakuje. Tego jak się śmiał, jak nazywał mnie 'Maleństwiem', jak rozmawiał ze mną o ksiazkach, jak...
Tak strasznie za Nim tęsknię. Strasznie...
Fantasmagoria #119 >> poniedziałek, 29 października 2007 15:40:04
Jestem szarlatanem wśród osób uczciwych.
Jestem geniuszem wśród ćwierćinteligentów.
Jestem paranoikiem wśród logików.
Jestem kalejdoskopem dla astronoma.
Jestem Odciskiem na pięcie dla wędrowca,
i zrezygnowaniem dla liczącego piasek klepsydry.
Jestem wypaloną zapałką dla chronicznego palacza.
Jestem schodkiem na 10 piętro dla niepełnosprawnego.
Jestem burzą z piorunami dla bezdomnego.
Jestem siediskiem wszelkich kłopotów i zawirowań.
Ale JESTEM.
Przecież to własnie się liczy.
Fantasmagoria #118 >> sobota, 20 października 2007 17:42:20
Lubisz mgłę? Ja też. Daję Ci ten poranek.
/Z opisów./
Fantasmagoria #117 >> sobota, 6 października 2007 10:55:05
"Zapisz myśli na patykach i...
I potem wszystkie spal!"
Znów jestem na haju.
Znów, i znów, spowrotem...
Zapadam się w myśli i tak mi w nich ciepło.
JESTEM.
Jeszcze 37 dni.
Fantasmagoria #116. >> środa, 26 września 2007 15:42:11
Chyba nie czuję potrzeby pisania.
Nie mam siły sięgnąc po klawisze, wstukać melodię kolejnych słów, zebrać się w samej sobie, od środka i wpisać cokolwiek do ciała Internetu.
Cóż. Życie, zycie, gdzie ono się schowało?
Nie mam czasu na oddychanie.
Wprawiam się w modlitwy słowami heretycznych twierdzeń.
Rytmy trywialnych podstaw świata, odrywając się od historii dnia poprzedniego, a zarazem wracając do podstaw wiedzy.
Ojej. Muszę zadbać o to, co będzie później.
Mam nadzieję, ze będę mieć szansę samorealizacji.
Fantasmagoria #115. >> środa, 5 września 2007 16:53:40
Oczami wyobraźni szukam bijących serc.
Coś mi nie pasuje do prawdopodobieństwa rachunku.
Może kiedyś uda się to zmienić...
Ale jak na razie
egzystuję.
Fantasmagoria #114 >> sobota, 1 września 2007 09:52:30
A ja zawsze tak bardzo chciałem grać na skrzypcach...
ŻAŁOSNEEEEE!
Śmieć, maszkara, antytalent.
Przeciętniak
Jak mnie taka grafomania doprowadza do wrzenia. Takie imoł uczuciowości, marki: 'Mam uczulenie na ilajner, chyba się potnę.'
[i w tym miejscu następuje śmiech L. Simpson.]
PSIEH.
Wiecie, dlaczego uwielbiam chemię?
Bo podobno za pomocą równań chemiczych można rozpisać uczucie zauroczenia czy przywiązania (zwykłe pomieszanie różnych hormonów: serotonina, dopamina, fenyloetyloaminy, adrenalina, testosteron, oksytocyna/ wazopresyna - ostatnie to już zależnie od płci).
Ale nie da się zapisać rekacji pieczenia mięsa. HEH.
Fantasmagoria #113 >> niedziela, 26 sierpnia 2007 19:52:43
Wczoraj minęły
trzy lata.
Eh. Trzy lata to szmat czasu.
A przecież Szef wie co robi. I tak miało być.
Ty masz duszę gwiezdną i rozrzutną
Czy pamiętasz pośpiech pomieszanych tchnień?
Szczęście przyszło. Czemuż nam tak smutno
Ze przed jego blaskiem uchodzimy w cień?
Założę się z każdym, ze Jemu jest dobrze tam gdzie jest.
A jak nie - to On już o siebie zadba.
A kiedyś się przecież spotkamy.
Fantasmagoria #112 >> czwartek, 9 sierpnia 2007 14:39:24
Między ciszą a ciszą
sprawy się kołyszą...
Czasem wystarczy odpowiednia akomodacja i od razu wszystko wygląda inaczej.
Rozszerzają mi się źrenice.
Zastanawiam się czasem dlaczego... Czy to kolorystyka światła o dualistycznej naturze? Zdziwienie przebiegiem zdarzeń ostatnich paru miesięcy?
A może po prostu zachwyt. Nad tym, ze tam obok siedzi Ktoś.
Ktoś, komu powinno się podziękować.
Przede wszystkim za to, że
po prostu jest.
Dziękuję Ci, za to, że mogę nazwać Cię swoim przyjacielem.
Fantasmagoria #111 >> piątek, 27 lipca 2007 17:44:36
Wróciłam juz jakiś czas temu.
I niedługo znów zniknę. Na 7-10 dni. Nie wiem. Nie mam pojęcia co też wymyślą moi rodzice :) Ostatnio coś słyszałam o zlocie wielkich żaglowców w Szczecinie. Nie ma jak 300km z Gdyni, żeby popatrzeć na stateczki :) Cóż - może i moja rodzicielka ma chorobę morską, ale patrzeć lubi.
Niech ma kobieta trochę radości.
A ja jestem przecież dobrą córką.
Po Hiszpanii... Hektolitry wypitej Sangrii (najlepsze wino przy najmniejszym nakładzie finansowym - 2 litry za 2 euro :), godziny uginania kolanek i gibania się w biodrach do muzyki jakiej nie słucham na codzień, a jaka jest przyjemna do tańca, kilku/nastu/ spławionych obcokrajowców, parę zaskakujących sytuacji, a ogólnie rzecz biorąc -
ogromny pozytyw. Może i w Lloret Hiszpanów nie uświadczysz (a jak ciśniesz kamieniem to trafisz w: a) Polaka b) Niemca c) napalonego Włocha), ale jest pięknie. Cudownie.
Wrócę tam. Ale juz nie sama.
Ty sobie zdajesz sprawę, ze Cię tam kiedyś zaciągnę, prawda? :)
Wiem, wiem - zachorzało Maleństwo.
Ale wyzdrowieje. Juz niedługo.
A małżonka przyniesie rosół w słoiku...
/Szczerze Ci powiem, ze nie wiem co mnie tak w tym 'rosole w słoiku' śmieszy. Może dlatego, ze kojarzy mi się z najbardziej pozytywną personą, jaką w życiu poznałam? A może dlatego, ze pewna kobieta (by nie postarzać lepiej zabrzmi - pewna dziewczyna...) powiedziała mi, usłyszawszy o moich planach naukowych, ze będzie mi dowozić zupy w słoiku na uczelnię... Jakoś tak.../
Opisowo, bo opisowo.
Bezpośrednio, bo bezpośrednio.
Ale przecież to w końcu nadal
JA.
A Wy, Szanowni Panowie Muzycy, jesteście
zajebiście fotogeniczni.
/To takie ogólne wrażenie po sesji fotograficznej./